Choć w Polsce wciąż dużo się mówi o drożyźnie w segmencie mieszkań, raport portalu Bankier.pl.pokazuje optymistyczny trend. Stabilne ceny mieszkań i wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń sprawiają, że obecnie łatwiej kupić własne M niż jeszcze rok temu. W analizie sprawdzono, jak długo na własne lokum muszą pracować przedstawiciele poszczególnych grup zawodowych.

Własne mieszkanie bardziej dostępne

Na wstępie warto zauważyć, że ostatnie 12 miesięcy to czas zmniejszającego się rozwarstwienia pomiędzy średnim wynagrodzeniem a przeciętnymi cenami transakcyjnymi mieszkań w największych polskich miastach. W opracowaniu wykorzystano uproszczony współczynnik wskazujący, ile miesięcznych pensji brutto trzeba by odłożyć w całości, by kupić 50-metrowe mieszkanie i 35-metrową kawalerkę. W ustaleniu wniosków pomogły zarówno zeszłoroczne analizy portalu, jak i dane GUS dotyczące średnich wynagrodzeń.

Zgodnie z założeniami raportu na własne mieszkanie najszybciej “odłożą” pracujący w sektorze IT. Według danych GUS, w listopadzie 2025 zarabiali oni miesięcznie przeciętnie niespełna tyle, ile kosztował metr kwadratowy 50-metrowego mieszkania w Warszawie. Biorąc pod uwagę pensję „na rękę”, na podstawie umowy o pracę, na lokum w stolicy trzeba by przeznaczyć 74 średnie pensje netto wypłacane w tej branży.

Dostępność mieszkań zróżnicowana nie tylko lokalnie

Osoby zatrudnione w przemyśle potrzebowałyby na zakup lokum w Warszawie 114 pensji, a pracownicy gastronomii i hotelarstwa aż 157 miesięcznych wynagrodzeń. To spore różnice, które widać również pomiędzy mieszkańcami różnych miast. Spośród największych ośrodków wojewódzkich najtańsze okazały się mieszkania w Łodzi. Pracownicy w IT zarabiający średnią krajową, którzy chcieliby kupić nieruchomość mieszkalną w stolicy województwa łódzkiego, potrzebowaliby 45 miesięcznych wynagrodzeń.

Nikogo nie zdziwi, że mniej średnich pensji trzeba odłożyć, by zostać właścicielem 35-metrowej kawalerki. Warto jednak pamiętać, że nieruchomości z tego sektora osiągają wyższą cenę za metr. Właśnie dlatego spadek ceny, a tym samym wzrost dostępności nie jest liniowy. Najtrudniej o własne „M” w przypadku zatrudnionych w gastronomii. Osoby pracujące w tej branży na kawalerkę w dużym mieście muszą odłożyć od 73 do 124 średnich miesięcznych pensji netto. Pracownicy z sektora IT, by kupić za gotówkę 35-metrową kawalerkę w stolicy województwa, potrzebowaliby od 34 do 58 średnich miesięcznych pensji netto. Jak widać, różnica jest naprawdę spora.

Warto podkreślić, że na mieszkanie trzeba pracować krócej niż przed rokiem, ale jednocześnie dłużej niż dwa lata temu. Średnie pensje najskuteczniej “goniły” ceny mieszkań w Gdańsku. Jednak w perspektywie dwóch lat sytuacja inwestorów prywatnych najwyraźniej pogorszyła się w Warszawie. Warunki rynkowe nie są łatwe i zależne nie tylko od miejsca zamieszkania, ale i naszej sytuacji zawodowej. Wszystko to sprawia, że decyzja o wyborze najlepszego momentu na inwestycje we własne M nie jest łatwa.